Spis Treści
Ulga dla klasy średniej. Co to było i dlaczego już tego nie ma?
Pamiętasz „Polski Ład”? To był program, który przyniósł sporo zmian w naszych portfelach, a jedną z nich była tak zwana ulga dla klasy średniej. Początkowo miała być ona swego rodzaju „łatką” na system podatkowy, zabezpieczającą średnio zarabiających Polaków przed stratami. Ale co to właściwie było i dlaczego, mimo szumnych zapowiedzi, już jej z nami nie ma? Przygotuj się na podróż przez zawiłości polskiego systemu podatkowego, by zrozumieć, skąd się wzięła ta ulga i dlaczego tak szybko zniknęła.
Na początku 2022 roku, gdy „Polski Ład” wkraczał w życie, Ministerstwo Finansów zapewniało, że dzięki nowym rozwiązaniom nikt nie straci, zwłaszcza klasa średnia. Właśnie dla niej wprowadzono „dodatkową ulgę”, której celem było zrekompensowanie zmian, tak aby żaden pracownik zarabiający do 11 tysięcy złotych miesięcznie nie musiał dopłacać choćby złotówki. Miał to być algorytm wyliczany automatycznie i dołączony do usługi e-PIT, swoista tarcza ochronna dla osób zarabiających nawet do dwukrotności średniego wynagrodzenia. Całkiem sprytne, prawda? Ale jak to często bywa, diabeł tkwił w szczegółach.
Ulga dla klasy średniej – czyli co konkretnie?
Zacznijmy od tego, czym właściwie była ulga dla klasy średniej. To było rozwiązanie, które miało zrekompensować pracownikom o dochodach w przedziale od 70 tysięcy do 130 tysięcy złotych rocznie (czyli od około 5700 zł do 11 141 zł brutto miesięcznie) niekorzystne zmiany wynikające z braku możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku.
Jak to wyglądało wcześniej? Składka na ubezpieczenie zdrowotne, wynosząca 9% podstawy wymiaru, była w znacznej części odliczalna od podatku dochodowego. Mówimy tu o około 7,75% podstawy wymiaru, co stanowiło około 86% całej składki. Pozostałe 1,25% było już kosztem samego ubezpieczonego. Polski Ład, chcąc finansować swoje zmiany, założył, że wyższa składka zdrowotna dla przedsiębiorców i brak możliwości jej odliczenia od podatku dla wszystkich zasilą budżet. Problem pojawił się w momencie, gdy okazało się, że osoby zarabiające wspomniane 5700 zł brutto miesięcznie oraz te z pensją 10 tysięcy złotych brutto rocznie na tych zmianach po prostu tracą. Eksperci z Crido i Grant Thornton wskazywali, że taki pracownik mógłby stracić nawet ponad tysiąc złotych rocznie. A to już jest kwota, która potrafi zaboleć!
Dlatego też rząd zaproponował tę specyficzną ulgę. Miała ona zastosowanie do przychodów z pracy na etacie lub z pozarolniczej działalności gospodarczej, o ile były opodatkowane na zasadach ogólnych, czyli według skali podatkowej (17% i 32%). Podatnicy zarabiający poniżej 68 412 zł brutto rocznie (lub około 5701 zł miesięcznie) oraz powyżej 133 692 zł brutto rocznie (około 11 141 zł miesięcznie) nie kwalifikowali się do ulgi. Nie mogli z niej skorzystać także zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych (zlecenie, o dzieło), rozliczający się podatkiem liniowym lub ryczałtem, ani emeryci.
Gmatwanina wzorów, czyli algorytm w praktyce
Wysokość ulgi, zamiast prostej kwoty, była wyliczana na podstawie dwóch, dość złożonych wzorów, zależnych od przedziału dochodów:
- Dla przychodów rocznych między 68 412 zł a 102 588 zł brutto: (A x 6,68% – 4566 zł) ÷ 0,17
- Dla przychodów rocznych między 102 588 zł a 133 692 zł brutto: (A x (-7,35%) + 9829 zł) ÷ 0,17
Gdzie „A” oznaczało konkretną kwotę rocznych przychodów podatnika. Widzisz, to nie była bułka z masłem, nawet dla księgowych. „Kolejna łatka na system podatkowy, która dodatkowo skomplikuje już i tak dość niełatwą kalkulację podatkową” – tak Marek Gadacz, partner w Crido, ocenił koncepcję ulgi. Małgorzata Samborska z Grant Thornton przyznała, że nie zna podobnego rozwiązania funkcjonującego w innych krajach i jest zwolenniczką prostych i przejrzystych konstrukcji podatkowych.
Problem rodził się również w sytuacjach, gdy ktoś miał kilka źródeł dochodu, na przykład dwa etaty lub etat i działalność gospodarczą. Ulga miała zastosowanie do całości zarobionych pieniędzy, ale musiały być spełnione warunki dotyczące sumowanych dochodów i ich źródeł. Nawet miesięczne premie mogły sprawić, że pracownik „wpadał” w limit ulgi w danym miesiącu, co wymagało skomplikowanego, chronologicznego rozliczania każdej wypłaty.
Wyobraź sobie, że zarabiasz 4500 zł miesięcznie. Dostajesz premię 2400 zł, więc nagle Twoje miesięczne zarobki wynoszą 6900 zł, czyli kwalifikujesz się do ulgi. Ale system musiał rozliczyć to osobno, narastająco. To był prawdziwy festiwal kalkulacji!
Wątpliwości i ryzyka
Co więcej, z ulgą wiązały się pewne ryzyka. Pracodawca z automatu uwzględniał ulgę dla klasy średniej, przez co pracownik otrzymywał wyższe wynagrodzenie netto. Ale co, jeśli w ciągu roku, na przykład przez dużą premię, podwyżkę czy zmianę pracy, Twoje wynagrodzenie brutto przekroczyło limit choćby o złotówkę? Wtedy cały odliczony wcześniej zysk musiałeś zwrócić! To było jak gra w rosyjską ruletkę ze skarbówką. Pracownicy mogli oczywiście zrezygnować z ulgi, składając wniosek do pracodawcy, ale wtedy pieniądze z odliczenia otrzymywali dopiero przy rozliczeniu rocznym.
Dlaczego już tego nie ma? Likwidacja ulgi dla klasy średniej
Całe to zamieszanie i skomplikowanie doprowadziły do tego, że rząd, po zaledwie kilku miesiącach obowiązywania Polskiego Ładu, zdecydował się na kolejne duże zmiany. Jedną z największych była właśnie likwidacja ulgi dla klasy średniej, która miała wejść w życie 1 lipca 2022 roku.
Rząd tłumaczył to „wsłuchaniem się w opinie Polaków”, ale eksperci zgodnie przyznawali, że głównymi czynnikami były ogromne zamieszanie po 1 stycznia 2022 roku, a także rosnąca inflacja i inne problemy gospodarcze. Ulga, która miała ułatwiać, jedynie komplikowała życie pracownikom, księgowym i doradcom podatkowym, którzy musieli nieustannie aktualizować swoją wiedzę i dosłownie „brać korepetycje” z nowych przepisów.
„Furtka” na rok 2022 – ostatnia szansa dla niektórych
Mimo likwidacji, rząd zostawił pewną „furtkę”. W rozliczeniu rocznym za 2022 rok, urzędy skarbowe miały niejako „udawać”, że ulga była. Jeśli okazałoby się, że rozliczenie podatkowe za ten rok, bez zastosowania ulgi dla klasy średniej, byłoby dla Ciebie mniej korzystne niż z jej uwzględnieniem, to urząd skarbowy automatycznie zastosowałby korzystniejszy wariant. Miał obowiązek obliczyć podatek podwójnie i zwrócić ewentualną różnicę. Ta zasada dotyczyła jednak wyłącznie rozliczania roku podatkowego 2022. Od 2023 roku ulga dla klasy średniej przestała mieć jakiekolwiek zastosowanie.
Co zamiast ulgi? Nowe rozwiązania podatkowe
Likwidacja ulgi nie oznaczała, że klasa średnia pozostała bez wsparcia. Była to część większego pakietu zmian w „Polskim Ładzie 2.0”. Rząd uznał, że lepszym i prostszym rozwiązaniem będzie obniżenie podatku dochodowego wszystkim podatnikom rozliczającym się na skali. Wprowadzono następujące zmiany:
- Obniżenie PIT z 17% na 12% w ramach pierwszego progu podatkowego, przy zachowaniu kwoty wolnej od podatku na poziomie 30 000 zł i wysokości progu na 120 000 zł.
- Możliwość zaliczenia części zapłaconych składek zdrowotnych do kosztów uzyskania przychodu – to dotyczyło głównie przedsiębiorców.
- Możliwość złożenia PIT-2 u nawet trzech płatników, dzięki czemu można było korzystać z kwoty wolnej od podatku już na etapie obliczania zaliczek, a nie dopiero przy rozliczeniu rocznym.
Te zmiany miały w dużej mierze zrekompensować likwidację ulgi dla klasy średniej. Ekonomiści z Santander Bank Polska szacowali, że nowe rozwiązania będą korzystne dla pracowników na etatach zarabiających ponad 3 tysiące złotych brutto miesięcznie, a neutralne dla zarabiających mniej. W porównaniu do systemu z 2021 roku, zmiany miały być korzystne dla zarabiających do 18 tysięcy złotych miesięcznie, co miało objąć ponad 13 milionów podatników.
Koniec z „łataniem” systemu?
Koniec ulgi dla klasy średniej został pozytywnie oceniony przez ekspertów jako krok w stronę uproszczenia skomplikowanego systemu podatkowego. Wszyscy zgadzali się, że ulga była jednym z najbardziej znienawidzonych i niezrozumiałych elementów „Polskiego Ładu”. Zamiast przynosić jasność i korzyści, wprowadzała zamieszanie i niepewność.
Historia ulgi dla klasy średniej to doskonały przykład na to, jak nawet z pozoru szlachetne intencje mogą prowadzić do nieprzewidzianych komplikacji. Zamiast wprowadzać kolejne „łatki”, które sprawiają, że system staje się niezrozumiały i nieprzewidywalny, lepiej stawiać na proste i przejrzyste rozwiązania. Teraz, dzięki obniżeniu PIT i innym uproszczeniom, zasady są znacznie jaśniejsze, a Ty możesz łatwiej ocenić swoją sytuację podatkową. I choć w Polsce polityka fiskalna bywa równie zmienna co pogoda w górach, jedno jest pewne – warto być na bieżąco, aby zawsze wiedzieć, co dzieje się z Twoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi.

Piszę o finansach po ludzku: kredyty, oszczędzanie, podatki i codzienne decyzje, które naprawdę robią różnicę.

